Darmowe sprawdzenie VIN

Wprowadź Numer VIN
i sprawdź Historię Pojazdu

Chevrolet Camaro kontra Ford Mustang - wieczna święta wojna

24 maja 16 17:05

Swingujące lata 60., młodzież lubi ostro się bawić i szybko jeździć. Dlatego amerykańscy producenci aut licytują się na moc, jaskrawe kolory lakierów, muskularne kształty nadwozi i brzmienie. Wszyscy są jak w rauszu

Udostępnij
0
Skomentuj

Wojna pony cars wybuchła 28 czerwca 1966 r. Tego dnia General Motors zaprosił 200 przedstawicieli mediów do hotelu Statler-Hilton w Detroit, w którym... jeszcze nie można było zobaczyć rywala Mustanga. GM uchyliło jedynie rąbka tajemnicy związanej z autem oznaczonym kodem XP-836.

Samochód, który Chevrolet opracowywał pod kryptonimem „Panther”, miał się później nazywać Camaro. Gdy jeden z dziennikarzy zapytał, co oznacza „Camaro”, menedżer produktowy odpowiedział mu: „Złośliwe małe zwierzątko, które pożera Mustangi”. Określenie to zapożyczono jednak z języka francuskiego, w którym oznacza: „przyjaciel”, „towarzysz”, co wcale nie brzmi źle, a nawet pasuje do personal car na wzór Mustanga.

Poza tym wszystkie modele Chevroleta miały nazwy na „C”: Corvair, Chevelle, Caprice, Corvette... Nowy członek rodziny, choć buntownik, nie mógł się wyłamywać.

Powiedzmy szczerze: czym byłby bohater bez poważnego, złośliwego wroga? Batman ma Jokera, Superman mierzy się z Lexem Luthorem, a Kapitan Ameryka stawia czoła poczynaniom Red Skulla. Natomiast Mustangowi życie miało utrudniać Camaro. Do sportowego auta Chevroleta przylgnęła łatka pasożyta – czy słusznie? GM już w 1958 r. pracował nad samochodem w formacie pony: miał mieć 4 miejsca, sportowy charakter i kompaktowe wymiary.

Bill Porter, designer w Pontiacu, wspomina: Koncern wówczas jeszcze nie wyrażał takim projektem dużego zainteresowania. Nastawienie bossów GM szybko jednak się zmieniło, gdy Ford w pierwszym roku sprzedaży Mustanga znalazł nabywców dla niewiarygodnej liczby 680 989 egzemplarzy – to do dziś niepobity rekord. Pony car to największy hit amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego lat 60. General Motors szybko zdał sobie sprawę z tego, że Chevrolet Corvair z silnikiem z tyłu nie nadaje się na Mustang-killera.

Ford zawdzięcza powstanie Mustanga genialnemu menedżerowi Lee Iacocce. Wymyślił on właściwy samochód we właściwym czasie. Auto zaprezentowano 17 kwietnia 1964 r. podczas wystawy światowej w Nowym Jorku i z miejsca, zgodnie z planem, Camaro stało się marzeniem amerykańskiej młodzieży z wczesnych roczników powojennych. To auto demonstrowało nowy styl życia, wynik dogłębnych analiz rynkowych. Gdy przemysł farmaceutyczny wprowadził na rynek pigułkę antykoncepcyjną, a pięciu obszczymurków z angielskiego Dartford, nazywający się The Rolling Stones, zdobyło szturmem amerykańskie listy przebojów, żaden inny model auta nie oferował tyle seksu za dolary.

Klienci mieli do wyboru aż 6 wersji silnikowych i miriady opcji. Burgundowy egzemplarz, który widzicie na zdjęciach, jest wersją dla nadpobudliwych. To właśnie o nim marzyły szkolne łobuziaki – GT 390 Fastback S-Code z 6,4-litrowym V8 z Thunderbirda, wyposażony w czterogardzielowy gaźnik Holleya i czterobiegową ręczną skrzynię, a to wszystko sparowane z niezwykle podniecającym tyłem. Wersja z 1968 r. wyróżnia się: brakiem napisu „Ford” na masce, obrysówkami i uproszczonymi, oszukanymi wlotami powietrza po bokach.

Za kierownicą Mustanga kierowca odruchowo przybiera wyluzowaną pozycję. Sprzęgło późno chwyta, co jednak przy tej mocy nie przeszkadza – już przy 3200 obrotów/min do wykorzystania jest 579 Nm. Pod blachą tkwi tak naprawdę ordynarny Falcon, a to z powodu legendarnie niskiej ceny. Jest ona winna także dużym szparom między elementami nadwozia.

Wszystko wynagradza jednak bulgot big blocka. A gdy wciśnie się gaz do dechy, pierwsze 60 mil na godzinę pojawia się na prędkościomierzu już po 7,4 s. Ciasnych zakrętów Mustang za bardzo nie lubi, kierowca musi się trochę napracować, żeby je sprawnie pokonać. Trzeba też być cholernie ostrożnym z gazem, bo sztywna tylna oś tylko czeka, żeby bokiem wyprzedzić przednią. Jeśli się oswoicie z charakterystyką prowadzenia, możecie ciągnąć długie slide’y niczym porucznik Frank Bullitt na stromiznach San Francisco.

A Camaro? Aż trudno uwierzyć, że dyrektor stylu Bill Mitchell go nie lubił: agresywny przód, muskularna maska z wlotami powietrza, wyścigowe pasy Bumblebee, płaski dach i ten seksowny tyłeczek... Camaro SS 396 z opcją RS i podkręconym 6,5-litrowym Turbo Jetem, wyposażonym w czterogardzielowy gaźnik Holleya i ostry wałek rozrządu Edelbrocka, topi każdy rodzaj gum. Wnętrze jest skrzynkowe i poza odrobiną folii imitującej drewno – bardzo smutne.

375 KM wciska pasażerów w tapicerkę pepita kubełkowych foteli. Na wolnych obrotach Chevy bulgocze niczym barka portowa, ale wkręca się na obroty tak energicznie, jak wyścigówka NASCAR. Jest jeszcze bardziej brutalne od Forda: 0-60 mph przyspiesza w 6,8 s, aczkolwiek wydaje się, jakby to było tylko 3,5 s. Układ zmiany biegów pracuje precyzyjniej niż w Mustangu, natomiast twardsze zawieszenie, będące częścią pakietu Super Sport, czyni Camaro rasowym autem dla kierowcy.

Mustang kontra Camaro to wojna, która trwa do dziś, i mamy nadzieję, że szybko się nie skończy. Ford i GM rywalizują już od 50 lat na konie mechaniczne, kształty, opcje, wersje specjalne. Dla nas, ludzi z benzyną we krwi, to dobrze, że Mustang i Camaro tak bardzo się nie lubią i będą się tłukły.

Poleć
Udostępnij
0

Polecamy także:

gazeta
W tym tygodniu w sprzedaży: Nowy Auto Świat Classic 2/2017 już w sprzedaży a w nim megatest Porsche Turbo. Porównanie japońskiego wojownika i Kung Fu Pandy oraz liftbacki z lat osiemdziesiątych XX wieku. Na koniec klasyk, który zmienił historię.

Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie – kliknij w link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

Z kategoriiZobacz więcej »

Pokaż więcej