Foto: Auto Bild Klassik / Auto Bild

Pierwsze powojenne diesle - Mercedes 170 Db kontra Mercedes 180 D i Borgward Hansa

Stare diesle są głośne, powolne i śmierdzące. Może i tak, ale w niczym nie umniejsza to ich uroku jako oldtimerów. Jeśli ktoś ceni sobie kontakt z prostą i zrozumiałą techniką bardziej niż wyścigi i mocniej zależy mu na tym, żeby dojechać pewnie do celu, a nie, żeby pędzić na złamanie karku, to być może właśnie w jednym z diesli z lat 50. odnajdzie swojego wymarzonego klasyka. Już sam proces rozruchu silnika zmusza kierowcę do tego, żeby zwolnił tempo – przez pierwszą minutę lub dwie, wpatrując się w powoli rozgrzewający się żarnik kontrolnej świecy żarowej, można zebrać myśli i zastanowić się, czy rzeczywiście świat dookoła musi aż tak szybko pędzić. Po uruchomieniu solidnego żelaznego kloca spod maski wydobywa się jednostajne, uspokajające „pyr, pyr, pyr, pyr”. To nieprawda, że taki samochód okazuje się zawalidrogą – on jest niczym wyspa spokoju na wzburzonym oceanie współczesnego ruchu drogowego.

Pierwsze powojenne diesle - Mercedes 170 Db kontra Mercedes 180 D i Borgward Hansa (slajd 31 z 33)

Reklamy
Koniec bloku reklamowego